Laudacje X edycji konkursu

Prof. Anna Legeżyńska o tomie Józefa Barana:

Baran_Józef W wieku odlotowym

(...) Poeta ten nie chciał nigdy być czyimś uczniem, iść po śladach noblistów, awangardystów, lingwistów, klasyków. Pozostał sobą: twórcą wierszy do czytania przez szeroki krąg miłośników, od licealisty do profesora. Wierszy zrozumiałych, a przecież nie banalnych czy „ładnych”. Często pogodnych nawet w refleksjach nad zjawiskami do pojęcia trudnymi. Jako poeta i człowiek uczy nas zgody na bieg nurtu życia, ale także uczy radości chwili, trwania tutaj i teraz. Afirmacji miejsca, w którym się jest i akceptacji losu wyznaczającego każdemu inną miarę. (...)

 

 

Prof. Jarosław Ławski o tomie Izabeli Fietkiewicz-Paszek:

Izabela Fietkiewicz-Paszek Lipiec na Białorusi

(...) Poetka skonstruowała tom konsekwentnie, to jakby brulion, szkicownik, itinerarium liryczne: w wygłosie surowe, nieobrobione, pokazujące etapy inicjacji w obcą-swojską przestrzeń: Granica, Pierwsza noc w Grodnie, Zaniemnie, Cerkiew Kołoska, Wielka Synagoga Chóralna, W południ na placu Niepodległości w Mińsku, Chatyń, Nocny Mińsk z Witalikim, Świteź, U Mickiewicza, Powrót. Wszędzie poetyka fotografii, wstrzymania czasu; patrzą na nas oni „stamtąd” i my „stąd” patrzymy na nich: przez słowa, przez  zdjęcia z rodzinnego albumu i te zrobione tu, na Białorusi. Żadnego moralizowania, żadnej, z pozoru, uogólniającej refleksji.(...)

 

Antoni Libera o tomie Andrzeja Kopackiego:

Kopacki Antoni Sonety ody

(...) Na pierwszy rzut oka autor prowadzi subtelną grę z wielowiekową tradycją. Skoro miłość, to sonet – z jego patronem Petrarką i arcymistrzem Szekspirem. Skoro idee, abstrakcje, to oda Asklepiadesa – konstrukcja starogrecka. Skoro dzieciństwo, niewinność, „nieład i wczesna udręka”, jak nazwał to Tomasz Mann, to wiersz wolny, bez reguł – wypowiedź spontaniczna. Ale Andrzej Kopacki nie uprawia tych form, by pokazać, że umie. To jego świadoma replika na chaos współczesności: na dekonstrukcję, bezformie, na kult bełkotu i furii. Nie wyrazi się życia – daje do zrozumienia – choćby najbardziej podłego czy zdegradowanego, wściekłością i dzikim wrzaskiem, bezwstydem i „bebechami”, bo to jest zwierzęce, nie ludzkie. (...)

 

Prof. Anna Legeżyńska o tomie Ewy Ledóchowicz:

Ledóchowicz Ewa Sekwoje

 (...) Sekwoje to znakomity debiut. Głęboka, wielowarstwowa poezja o świecie i czasach, w jakich żyjemy. Wyjątkowy w polskiej literaturze dialog z Eliotem i kanonem innych arcydzieł. Tomik, którego nie chce się odłożyć na półkę. (...) W poemacie Eliota  strofę puentuje nieprzytoczona już przez poetkę refreniczna fraza: „A życie jest bardzo długie”. W Sekwojach odpowiada jej topika podróży, prowadzącej przez wielkie przestrzenie kontynentów Ameryki, Afryki i Europy, także przez kulturowo oszlifowane miejsca, w tym Wenecję. Celem intertekstualno-fantasmagorycznej wędrówki jest nie tyle konfrontacja zuniwersalizowanych znaczeń łączonych z realnymi miejscami, ile indywidualne doświadczanie czasoprzestrzeni przez człowieka ponowoczesnego, dzisiejszego. Poetka szuka między wielką tradycją a współczesnością odpowiedzi na pytanie o możliwość zapełnienia, „wypchania” (jak to ujmuje Libera) człowieka dziś nadal (a może jeszcze bardziej) „wydrążonego” z duchowych jakości, niż to rozpoznawał Eliot. (...)

 

Bronisław Maj o tomie Janusza Solarza:

Solarz Janisz Dziecinada

(...) …”złodziejska żonglerka, która stwarza coś nowego na kanwie starego, a dodatkową miarą trudności jest to, że powinna zachować przejrzysty schemat rymów” – tak rekomendował Poeta swój poprzedni – znakomity! - zbiór „47 sonneniziów”. Dotyczy to także tomu najnowszego: wspaniałej „Dziecinady”. Wszakże ta wirtuozowska złodziejska żonglerka to jeden tylko aspekt nowej książki Janusza Solarza. „Dziecinada” jest świadectwem – z wyrazistej „ojcowskiej” perspektywy – całego losu, miłości, doświadczenia; to zapis, którego bohaterami są, intensywnie obecni w świecie poetyckim,  Ojciec i Córka. Zapis, cudownie sugestywny, na najwyższej emocjonalnej strunie zagrany –  groźba sentymentalizmu, banału, oczywistości czyhała tu zza każdego wersu. Obroną przed nimi stał się szczególny, autoironiczny, dystans: czarodziejska, pełna dowcipu, żonglerka, mistrzowska gra – nieskazitelnymi kanonicznymi modelami (od sonetu po vilanellę), obecnymi w powszechnej świadomości znakami, przytoczeniami, wariacjami.(...)

 

Marek Zagańczyk o tomie Teresy Radziewicz (Orfeusz Mazurski):

Radziewicz Teresa Ś

(...) Nie trzeba odpowiadać na pytanie kim jest „ś”. Bo wszyscy go znamy, jedni lepiej, inni trochę gorzej. Odpowiedź tkwi w wierszach Teresy Radziewicz, które są mądrą medytacją nad życiem, namysłem nad tym, co nieuchronnie je zamyka. „Ś” jest w nich od początku, od motta, od pierwszej linijki. Towarzyszy nam w lekturze, tak jak „ś” jest przy nas w życiu, w każdej jego chwili, przy każdej pogodzie.

Ale „ś” to także długa lista lekko zmiękczonych wyrazów. Bez tej litery nie byłoby świata i światła, święta i liści, świtu, boleści i samotności, ani śliwy i świadomości. Bez niej nie dałoby się śnić ani śpiewać. To „ś” w pojedynczych wyrazach jest jak śmierć w życiu każdego z nas. „Ś” czyni tylko swoją powinność, nie daje się oswoić, przychodzi, gdzie i kiedy chce. Jedno jest pewne, że o nikim z nas nie zapomni, nikogo z nas nie pominie (...).