Jankowski Zbigniew Biaa przdzaTom Biała przędza wypełniony jest zatem wierszami pisanymi niejako z drugiej strony świata, z perspektywy, która bywa dostępna tylko nielicznym. Właśnie dlatego wydają się wyjątkowe. Już od wielu lat, od tomu Wielkie Tło sopocki poeta wprowadza nowe tony do nurtu wierszy senilnych, który ostatnimi laty płynie u nas szeroką falą. Jego liryki wyraźnie się w nim wyróżniają. Otwierają nowe drogi wyobraźni poetyckiej i wskazują takie sposoby przeżywania wieku późnego, o których przed Jankowskim nikt u nas nie pisał. To zaskakujące, że do tej pory nie doczekały się znaczących wyróżnień”.
(fragm.. laudacji prof. Wojciecha Kudyby)

Zbigniew Jankowski, Biała przędza,
Biblioteka „Toposu”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2014

Szuber Janusz Tym razem wyranie „Historia Janusza Szubera jest szczególna. Wiekowo należy on do pokolenia Nowej Fali. Jest rówieśnikiem takich poetów jak Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki, Adam Zagajewski i Bronisław Maj, i zaczął pisać w tym samym czasie co tamci – w końcu lat 60. Nie zaczął jednak w tym samym czasie publikować, co więcej, nie czynił tego jeszcze przez blisko 30 lat. Nie z braku wydawcy jednak ani nie przez cenzurę, lecz wskutek ogromnego samokrytycyzmu – cechy niezwykle rzadkiej w naszej egotystycznej i megalomańskiej epoce. Janusz Szuber – co trudno obecnie zrozumieć – uważał własne wiersze za nie dość wartościowe, a zatem że nie ma potrzeby ich drukować. A przecież jego twórczość od samego początku stała na najwyższym poziomie. Zwrócili na to uwagę najwybitniejsi polscy poeci ostatniego półwiecza, Zbigniew Herbert i Czesław Miłosz, gdy w połowie lat 90. autor pozwolił nareszcie swoim utworom ujrzeć światło dzienne. Również dla szerszej rzeszy miłośników poezji i dla krytyków, którzy nie zdradzili ideałów sztuki na rzecz złotego cielca mody i kultury masowej, była to rewelacja”.
(fragm. laudacji Antoniego Libery)

Janusz Szuber, Tym razem wyraźnie,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2014 

Rymkiewicz Jarosaw Marek Pastuszek Chemoskiego „Nie ma teraz w Polsce drugiego poety (albośmy go jeszcze nie rozpoznali i nie uznali…), który by z równą jak Jarosław Marek Rymkiewicz pasją, umiejętnością, upodobaniem i powodzeniem grał na wszystkich strunach liry poetyckiej jednocześnie. Który by nie odgradzał nieprzekraczalną granicą – prywatności od dziejowości, ogródka od agory; ani nie odrywał miłych stron doczesnego żywota od eschatologii, tym bardziej polityki od metafizyki; i nie izolował swej sacrae conversationis, świętej rozmowy z „Wielkimi Duchami” – zażyłego z Nimi obcowania – od głosów dobiegających, poprzez wrzawę i zgiełk, ze sceny publicznej. Który by z wsłuchiwania się muzykę wszechrzeczy, z drugiej zaś strony w ich głuche milczenie, w dysharmonię tego tu świata, jak też z uporczywego, maniakalnego nieledwie wpatrywania się w pismo śmierci, w znaki nicości, w „istnienia straszną daremność” czerpał – paradoksalnie – ciemną siłę swojej poezji tudzież (uwaga!) pogodę – stoicką pogodę – swego popadającego co i raz w uzasadnioną rozpacz umysłu”.
(fragm.. laudacji Tomasz Burka)

Jarosław Marek Rymkiewicz, Pastuszek Chełmońskiego
Wydawnictwo Sic!, 
Warszawa 2014 

 

Mikoajewski Jarosaw Wyrka Ani wątpię – spośród wszystkich ról, w które wciela się autor Wyręki, Jarosław Mikołajewski, ta jest najpierwsza: najpewniej i słusznie jest on przede wszystkim poetą. Liryka jego niesie zmysłową pochwałę świata – to nic, że marniejącego, że Owidiuszowy „czas, pożerca rzeczy” niestety pasie się  i na poetyckich łąkach Mikołajewskiego. Niesie pochwałę istnienia, które jest dobre bez zastrzeżeń i – śmiertelne bez zastrzeżeń. Mikołajewski sięga słowem – błyskotliwym a dopracowanym – po te, widziane tylko przez poetę między słowami i, bywa, daleko poza słowami rozbłyski istnienia, jego epifanie jasne i mroczne. Zawsze są one w głębokim tego słowa znaczeniu „zadziwiające”, a nigdy błahe, trywialne, łatwe. Oszczędny w metaforyzowaniu świata, w którym i tak musimy zawieszać interpretację, by nie przygniótł nas nadmiar znaczeń, jakie niesie rzeczywistość, Mikołajewski jest zarazem panem liryki precyzyjnej, w której, o dziwo, odpowiedniość słowa i bytu zostaje zaświadczona”.
(fragm.. laudacji prof. Jarosława Ławskiego)

Jarosław Mikołajewski, Wyręka,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2014 

Kijonka Tadeusz 44 sonety brynowskie „Imponująca jest w omawianym zbiorze wielośc znaczeń przypisywanych sonetowi-osobie. Sonet ostrzega przed złudną wiarą w lepsze światy sztuki (Idylla), przechowuje drobiny pamięci (W zaspie), gromadzi głosy przeszłości (Co echo), uczestniczy w żalu, powtarza wzruszenia, przypomina kojąca muzykę (W letargu), pyta o głębszy religijny sens tego, co sie zjawia (Młyny), dzieli z twórcą nędzę istnienia. Gatunek poezji filozoficznej często wycofuje się z liryzmu, natomiast w 44 sonetach...,  wbrew wskazanej tendencji, mocno odciska się osobiste signum.  Tytuł cyklu pochodzi od miejsca (Brynów to dzielnica Katowic), a zatem wyznacznikiem całości staje się również obecności poety w konkretnej przestrzeni. Czy sonet ocala? Chociaż używane przez Tadeusza Kijonkę określenia, takie jak sonet „ślepy”, „kruchy”, „bezradny”, „z trwogi oniemiały”, „zamierający w zgrzebnym rękopisie” zalecają seceptycyzm w tej sprawie, to jednak poezja lokuje się po stronie istnienia, oddala rozpad i nicość, dochowuje wierności piszącym.” 
(fragm.. laudacji prof. Wojciecha Ligęzy)

Tadeusz Kijonka, 44 sonety brynowskie,
Wydawnictwo Sonia Draga,
Katowice 2014  

Citko Katarzyna Post tenebras lux „Czy można zatem powiedzieć, że zbiór Post tenebras Lux w pewien sposób wzbogaca wielki i cenny skarbiec polskiej poezji religijnej? Zapewne tak. Wyobraźnia religijna poszukuje dziś nowych form wyrazu. Wciąż nie wiemy, a jaki sposób wyrazić doświadczenie wiary tak, by brzmiało ono w sposób jak najbardziej autentyczny i bliski współczesnej wrażliwości. We współczesnej dyskusji nad kształtem poezji usiłującej wysłowić przeżycie relacji z transcendencją głos Katarzyny Citko jest bardzo ważny. Zasługuje na wyróżnienie”.
(fram. laudacji prof. Wojciecha Kudyby) 

Katarzyna Citko, Post tenebras Lux
Wydawnictwo Uniwersyteckie Trans Humana,
Białystok 2014

Netz Feliks Krzyk sowy Wspaniały dar zostawił nam Feliks Netz na chwilę przed odejściem z tego świata. Krzyk sowy, bo o nim mowa, długo będzie wzorem odwagi, rzetelności i wyrazistej elokwencji poetyckiej. Jest to zbiór trzydziestu trzech wierszy o rzadko spotykanej sile rażenia i niebywale celnych puentach. Aż się prosi, żeby tytułem przykładu sięgnąć po wiersz Eugeniusz Bodo śpiewa po rosyjsku i po Ćwiczenia aksjologiczne, dla których materiału dostarczyła tyleż sama biografia Wojciecha Jaruzelskiego, co jej dyktowane okolicznościami interpretacje i obróbki. Bogate w treści, niesione bujnym żywiołem narracji, umiejętnie korzystające z techniki szybkiego filmowego montażu wiersze Netza często przypominają arcyciekawe i przewrotne nowele (Dama Pikowa), wyrafinowane eseje (Ten drugi) albo a nawet miniaturowe konspekty wielkich powieści (…). Już gotowy do odejścia, już patrzący w twarz własnej spodziewanej śmierci, poeta Feliks Netz pożycza głosu od sowy z Makbeta i mówi do nas:

„kiedy znów usłyszycie mój krzyk, nie wiem,
nie wiem, nie wiem, może wtedy, gdy las Smoleński podejdzie
pod mury Kremla – – – ”<
(fragm.. laudacji Tomasza Burka) 

Feliks Netz, Krzyk sowy
Biblioteka „Toposu”, Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2014